środa, 24 kwietnia 2013

poker

Przychodzi taki dzień, kiedy miłość mówi - sprawdzam. Czy aby na pewno kochasz? Chrystus pytał Piotra trzy razy. Gdyby w relacji z człowiekiem-nie-Bogiem można było dostać tyle samo szans... A tu - teraz albo nigdy, wszystko albo nic. Oby się udało stanąć na wysokości zadania!

środa, 17 kwietnia 2013

pakiet rocznicowy

Dwa dni temu minęły 23 lata od mojego chrztu. Dziś mija 8 lat od bierzmowania. Myślę sobie, że dobrze jest w takim momencie zastanowić się nad swoją relacją z Panem Bogiem, który jest sensem i centrum tych rocznic.

Myślę też, że to dobry moment na dziękczynienie za te wszystkie lata wypełnione łaskami. Ostatnio widziałam w czeluściach internetu takie pytanie: Gdybyś miał się jutro obudzić tylko z tym, za co dzisiaj podziękowałeś Bogu, co by ci zostało? To trudne pytanie, bo pozwala uświadomić sobie, że nie doceniam Bożej obecności w moim życiu. Wszystkie dobra, które On daje mi w taki czy inny sposób ze Swej nieskończonej dobroci, są tak powszednie, że zupełnie nie postrzegam ich przez pryzmat łaski. A przecież tak wiele rzeczy zawdzięczam Jemu! Zaczynając od życia samego w sobie, przez rodzinę (jaka jest, taka jest, ale dobrze sobie powiedzieć, że nie mogę narzekać), przyjaciół, mężczyznę mojego życia, przez siłę do uporania się z różnymi trudnościami, przez duszpasterstwo i mądrych kapłanów na mojej drodze... aż po łaski płynące z sakramentów Eucharystii i pokuty i pojednania. Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty - Trójjedyny Bóg prowadzi mnie za rękę przez życie, dając mnóstwo dowodów na mocny uścisk i pewny krok.

Potrzeba dziękczynienia rośnie we mnie ostatnio. Nie sztuką jest ciągle prosić. Sztuką jest prosić i umieć dostrzec spełnienie próśb.

wtorek, 9 kwietnia 2013

okres ważności

Zadziwiające i zatrważające jednocześnie, jak bardzo może człowieka wciągnąć wir spraw codziennych i boleśnie wręcz doczesnych. Jak bardzo aktualna i natarczywa staje konieczność rozróżnienia między tym, co ważne, a tym, co pilne. Jak łatwo to wszystko pomieszać. Zagubić Pana Boga na którejś z wielu półek z odłożonymi "mniej pilnymi" sprawami. Bo przecież On poczeka. Przecież On jest miłosierny, łaskawy, nieskory do gniewu, a przede wszystkim bardzo cierpliwy.

Cel na najbliższe tygodnie: codzienną listę rzeczy do zrobienia uzupełniać o kategorie "ważne" i "pilne" przy każdej zapisanej czynności.

czwartek, 14 marca 2013

chwalcie Pana

Jedyne, co pomyślałam, kiedy wczoraj wieczorem z radością w sercach oglądaliśmy program na żywo po wyborze nowego biskupa Rzymu, to: Chwała Panu!

Niech będzie Mu chwała za ustanowienie Kościoła, jednego, świętego, powszechnego i apostolskiego. Niech będzie Mu chwała za prowadzenie tego Kościoła rękami kolejnych papieży. Niech będzie Mu chwała za tych wszystkich papieży, którzy już odeszli - do wiecznej chwały albo na emeryturę. Wreszcie niech będzie Mu chwała za nowego papieża, Franciszka, którego wybrało konklawe, wiedzione - oby tak było naprawdę! - mocą i mądrością Ducha Świętego.

Chwała Panu!

niedziela, 3 marca 2013

społem

Piątkowe spotkanie z dość przypadkowymi, zdawałoby się, ludźmi, przy okazji całkiem formalnych interesów finansowych. Atmosfera szacunku, sympatii, dobroci. I nagle jeden z panów zaczyna mówić o Panu Bogu. W taki zupełnie naturalny sposób, jakby nie było możliwości, że nie podejmiemy tematu. Mówi z tak wielkim zaufaniem i czcią, że samemu chce się też zacząć wielbić.

I wczorajsze spotkanie urodzinowe u K., które zaczęłyśmy... nieszporami. Grupa dorosłych ludzi, chętnych do umiarkowanej zabawy, spotkanie wybitnie towarzyskie... i nieszpory. Żeby Pan Bóg też w tym był. Żeby wszystko było na swoim miejscu. Nieszpory tak zupełnie naturalnie celebrowane, że w zasadzie nie da się odmówić im integralności z całym tym spotkaniem.

Po co jest Kościół? Bo w Kościele naprawdę jest lepiej. I łatwiej nam - maluczkim pielgrzymom - iść razem.

czwartek, 21 lutego 2013

wszyscy jesteśmy heretykami

Natknęłam się właśnie na wywiad z profesorem Janem Hartmanem. Zasmucił mnie niepomiernie.

Ja rozumiem, że o chrześcijaństwie mówią nie tylko chrześcijanie, o katolicyzmie nie tylko katolicy. Rozumiem też, że jest to uprawnione, bo nie trzeba być ptakiem, żeby być ornitologiem. Nie rozumiem jednak, dlaczego człowiek, który nie ma zielonego pojęcia o doktrynie chrześcijańskiej, dogmatach, historii Kościoła, wypowiada się z taką stanowczością i pozorowaną znajomością tematu w sprawie, która tak naprawdę go nie dotyczy.

Jeśli człowiek z tytułem profesora wypowiada się publicznie, to mam chyba prawo oczekiwać, że ponad swoimi poglądami wykaże się pewną fundamentalną wiedzą. Na przykład nie powie, że rozróżnienie na dobro i zło, wyodrębnienie szatana, pochodzi z gnostycyzmu i nie występowało w jakimś pierwotnym chrześcijaństwie (czymkolwiek by ono było). Nie powie też, że 1 listopada obchodzimy święto przodków. Ani, że Maria i jej matka były dziewicami. Nie trzeba w to wierzyć, żeby mieć na ten temat wiedzę. To wszystko jest do przeczytania w ogólnodostępnych źródłach, nie jest to żadna wiedza tajemna. Człowiek z tytułem profesora powinien korzystać z ogólnodostępnych źródeł, skoro wypowiada się w temacie, który jest dla niego widocznie w jakiś sposób istotny.

A może ja po prostu za wiele wymagam?

wtorek, 19 lutego 2013

zabiera strach

Krótka wyprawa w góry. Śnieg, śnieg, śnieg. Idziemy szczytem. Śnieg, śnieg, mgła. Mgła, towarzysząca nam właściwie od samego dołu, teraz nabiera nowej gęstości. W zasadzie nie można odróżnić bieli śniegu od bieli mgły. Idziemy jakby zawieszeni w próżni, tylko śnieg pod nogami przypomina, że jest jakaś granica tej bieli. Idziemy w zasadzie każde sobie, bo wiatr, wzmagający się coraz bardziej, skutecznie uniemożliwia rozmowę. Punktem odniesienia są tylko tyczki wbite wzdłuż szlaku. Idziemy.

Pierwsza myśl jak błyskawica. Zaraz zacznie się jakaś potworna zamieć. Kiedy zaczynaliśmy drogę, wszystko było w porządku, ale wiadomo, w górach wszystko się może nagle zmienić. Wiatr się wzmaga. Jakiś samonakręcający się strach ściska mnie za gardło.

Druga myśl jak wysoka ściana. Panie Boże, przecież jesteś. Nie pozwolisz, żeby nam włos z głowy spadł. W Tobie nasza nadzieja. W Twoich rękach wszystko. I my, i ten szlak, i ten śnieg, i ten wiatr. Rób co chcesz, byle po Twojemu.

Zakończenie tej wędrówki nie jest jakoś spektakularnie cudowne. Wiatr nie ucichł, mgła nie rozstąpiła się przed nami, śnieg nie stopił się od Boskiego powiewu. Dotarliśmy w tych samych warunkach do punktu, z którego już dość stroma droga w dół prowadziła nas do schroniska. Im niżej, tym mgła była rzadsza, ale nie miało to chyba wiele wspólnego z ponadnaturalną Bożą ingerencją. Słońce, które ostatecznie prawie się przebiło przez mgłę i chmury (a, jak wiadomo, prawie robi wielką różnicę), też raczej nie.

A jednak jakoś Pan Bóg szedł z nami przez cały ten czas, odkąd Mu się przypomniałam :) Jezus mówi ci, że miłość ta zabiera strach, zabiera strach, zabiera strach... - tym razem chyba wręcz dosłownie :)

wtorek, 12 lutego 2013

sede vacante

Informacja o abdykacji papieża Benedykta XVI uderzyła mnie mocniej, niż w ogóle mogłam przypuszczać. Najpewniej dlatego, że początek jego pontyfikatu nałożył się na moje nawrócenie. Mój wzrost wiary opierał się mocno na łączności z papieżem, chociaż może nawet sobie tego jakoś znacząco nie uświadamiałam. Stałam się miłośniczką jego pierwszej encykliki i naprawdę bardzo lubiłam śledzić jego wypowiedzi na różne tematy. Kiedy prowadziłam SOWę w duszpasterstwie i zgłębiałam tajniki liturgii, postawa papieża niesamowicie mi imponowała.

Nie mnie oceniać jego decyzję o rezygnacji. Nikt z nas, którzy go chwalimy albo potępiamy, nie jest w stanie wyobrazić sobie, jaka to praca, jaki ogrom odpowiedzialności i jaka presja. Martwi mnie natomiast, że Wielki Post, który jutro zaczniemy, może się przekształcić w czas oczekiwania na konklawe i wybór nowego biskupa Rzymu, zamiast być czasem nawrócenia i pokuty.

Myślę, że u progu tego czasu możemy się tylko modlić, aby dobrze i po Bożemu przeżyć ten czas, kiedy rzeczywistość opuszczenia duchowego łączy się z rzeczywistością sede vacante.

poniedziałek, 4 lutego 2013

Ruah

Dziś będzie o jednej z najpiękniejszych i najmocniejszych modlitw, jakie znam. Swego czasu wiele dobra dzięki niej doświadczyłam. Wczoraj przypomniałam ją sobie i myślę, że Pan Bóg mógł w tym maczać palce :)

Modlitwą tą jest koronka ku czci Ducha Świętego. Jej tekst można znaleźć w wielu miejscach w internecie (np. tu) i nie tylko. To tak niewiele. Uwielbiać Ducha Świętego i prosić Go codziennie o przyjście w Jego siedmiu darach, o udzielenie tych prostych, ale jak potrzebnych łask. Tak niewiele, a jednak działa. Proście, a będzie wam dane, chciałoby się powiedzieć, i może tym razem akurat całkiem słusznie. Mam wrażenie, że jakoś tego Ducha Świętego zaniedbujemy w naszym codziennym przeżywaniu wiary. My, czyli ogół katolików. Jezus Chrystus, no bo Eucharystia i zbawienie i zmartwychwstanie, wszystko to, co się wokół Niego kręci. Bóg Ojciec, no bo przecież Ojcze nasz i Ewangelia, w której Jego Syn ciągle mówi o Ojcu. A Duch Święty? Jakoś tak się to czasem rozmywa. A wystarczy pamiętać, zwrócić uwagę, zatroszczyć się o tę relację.

Bardzo ważna jest jeszcze modlitwa, którą nauczyłam się łączyć z tą koronką, mianowicie akt ofiarowania się Duchowi Świętemu, sformułowany przez św. Arnolda Jansena SVD:
Duchu Święty, słodka miłości Ojca i Syna. Aby całkowicie należeć do Ciebie, oddaję Ci teraz i na zawsze moje serce, moje ciało i duszę, moje siły i zdolności, moje cierpienia i radości, moje życie i śmierć. Oddaję Ci też wszystkich, którzy są mi drodzy, i wszystko, czym jestem i co posiadam, abyś Ty sam mógł tym rozporządzać i panować nade mną Swoją miłością teraz i w wieczności. Amen.

Ta postawa jest tak bliska postawie Najświętszej Panny, że aż mnie to uderzyło, kiedy pierwszy raz wypowiedziałam tę modlitwę. A jednak właśnie o to chyba chodzi. Maryja była - jest - Oblubienicą Ducha Świętego. Czy chrześcijanin musi chcieć czegoś więcej w swojej relacji z Panem Bogiem?

środa, 30 stycznia 2013

gdyby

Czytanie z dzisiejszych nieszporów.

Bogu, który mocą działającą w nas może uczynić nieskończenie więcej, niż prosimy czy rozumiemy, Jemu chwała w Kościele i w Chrystusie Jezusie po wszystkie pokolenia wieku wieków. Amen
Ef 3, 20-21


Nie każde Jego działanie jest jasne, oczywiste i definiowalne w kategoriach naszego wielkiego, ale jednak ułomnego rozumu. Jego działanie odbywa się w nas, w każdym z nas, w świętych i nieświętych, w mądrych i głupich. Jego działanie przekracza spełnianie naszych próśb. Możemy dostać takie dobra, o jakich nie śmieliśmy marzyć, o jakie nie umieliśmy prosić. I to wszystko za tak niewiele - za chwałę po wszystkie czasy.

To niesamowite, ale naprawdę działa. Kiedy chwalisz Go, więcej widzisz. Kiedy więcej widzisz, to zwykle też i więcej chwalisz. A kiedy więcej chwalisz...

A jakoś mało w nas wielbienia. No dobra. We mnie. Ciągle tylko daj i wybacz na zmianę, aż do obrzydzenia. Gdyby tak umieć Go chwalić. Gdyby tak móc Go chwalić w wieczności.