Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spacer. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spacer. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 października 2012

dobro czyń cały rok

Wczorajsze rozmyślania we wspólnej drodze przez sowiogórskie lasy, rozmyślania oparte na mojej niegdysiejszej pokucie.

Czym jest dobry uczynek? Jeśli mam zrobić dobry uczynek względem kogoś, kto ewidentnie cierpi, leży przy drodze i oczekuje pomocy, to odpowiedź jest banalnie prosta. Co jednak w sytuacji, gdy mam zrobić dobry uczynek względem kogoś, z kim mieszkam albo studiuję, kogo spotykam na co dzień i wiem, że nie wymaga doraźnej pomocy?

Czy dobry uczynek względem drugiego człowieka może być w ogóle oddzielony od dobrego uczynku względem samego siebie? Wszak każde dobro wyświadczone komuś wraca do dobroczyńcy. Nawet zresztą jeśli tak nie jest, to jednak każdy dobry uczynek mnie przemienia, umacnia moją wolę, dodaje mi doświadczenia. Czy da się wykonać wobec kogoś dobry uczynek, który jest całkowicie pozbawiony odniesienia do mnie samej i mojego dobra?

Czy wykonywanie swoich obowiązków z namaszczeniem i z dobrą wolą jest samo w sobie dobrym uczynkiem? Jeśli tak, to w zasadzie czynienie dobra wcale nie jest takie nieosiągalne. Jeśli nie, to czy może jednak nim być i pod jakimi warunkami?

Lubię mieć więcej pytań niż odpowiedzi :)

środa, 16 marca 2011

pamiętaj, abyś...

Ostatnie wojaże i parę(naście) innych spraw pomniejszych pobudziły mnie do refleksji.

Dwa różne miasta, dwa różne centra tych miast. Rzeszów - w sobotę sklepy czynne do 14, w niedzielę zamknięte na amen, więc od sobotniego popołudnia do poniedziałkowego poranka wszystko śpi. I Wrocław - w sobotę wszystko czynne do 20 albo i dłużej, w niedzielę podobnie, miasto ciągle żyje, wobec czego w każdej chwili można skoczyć na zakupy, nawet te najbardziej prozaiczne i podstawowe.

Jak się mieszka na co dzień w tym drugim, to powrót do pierwszego jest jak kubeł zimnej wody. Chce się coś kupić w centrum miasta w sobotę wieczorem i nie ma takiej opcji. Nie mówiąc już o niedzieli.

I właśnie o tym sobie pomyślałam. Niby wszystko fajnie, jako katoliczka pięknie argumentuję za zakazem pracy - więc i handlu - w niedziele i święta, doceniam znaczenie tegoż... A w praktyce? W praktyce konsumpcjonizm jakoś bierze górę. Może i wygodnictwo. Jest coś takiego w kulturze, że wcielanie ideałów - również religijnych - w życie niepostrzeżenie przeradza się w jakieś fasadowe gierki.

Ostatni pobyt w Rzeszowie pokazał mi, jak miła może być niedziela bez otwartych wszystkich sklepów. Faktem jest, że hipermarkety (umiejscowione poza ścisłym centrum) pracują, aż miło. Ale po samej starówce można się przejść, nie będąc atakowanym muzyką czy marketingowymi instalacjami ze wszystkich sklepów i lokali, jakie się mija. Z własnego doświadczenia wiem, że wtedy właśnie odwiedza się rodzinę i znajomych, idzie wspólnie na spacer, do kościoła albo zwyczajnie siedzi się w domu, rozkoszując się wolnym dniem.

Kiedy w ostatnią sobotę w okolicach godziny 14 przymusowo znalazłam się na Rynku wrocławskim, przewalające się wokół mnie masy ludzi, zapatrzonych w wystawy sklepowe i wypatrujących ciekawych lokali, zdecydowanie mnie przytłoczyły.

Zakaz - albo chociaż ograniczenie - handlu w niedziele i święta zaczęło przybierać dla mnie formę zabiegania o zachowanie resztek zdrowych relacji międzyludzkich. Oby się udało.

wtorek, 2 listopada 2010

perspektywa

Spacer po cmentarzu to jedna z najmilszych rzeczy, jakie się mogą w te dni zdarzyć. Chwila zadumy, że niektórych już nie ma, i nadziei, że tam, gdzie są, jest im lepiej, niż było tu na ziemi. Może też i zatroskania, czy aby na pewno są tam, gdzie byśmy chcieli, żeby byli. Na cmentarzu stajemy wobec pewności, że prędzej czy później nas też czeka taki los. Pewność, której wielu usilnie w swoim życiu poszukuje.

Taka pewność nie powinna jednak nieść ze sobą smutku, rezygnacji, goryczy. Ta pewność wypływa przecież z miłości Boga do nas. Tylko dlatego, że nas kocha, pozwala nam się do Siebie zbliżyć. Pozwala nam żyć, samodzielnie to życie kształtować, a potem za nie odpowiadać na sądzie. Tylko przez miłość i tylko w miłości jest możliwe coś takiego. Osądzić sprawiedliwie to dzieło miłości. Stanąć przed takim sprawiedliwym sądem jest możliwe tylko dzięki uprzedzającej miłości Boga.

czwartek, 9 września 2010

skafander

Pomysłów na nowy wpis miałam dużo, bo i wiele się w ciągu ostatnich dni działo i myślało. Postanowiłam jednak napisać o tym, co zdarzyło się dzisiaj.

Szłam do mojego instytutu, położonego w zasadzie na końcu świata. Droga na pewnym etapie wiedzie przez mały zagajnik?, skwerek?, jak by tego nie nazwać, poletko z drzewami sadzonymi jeszcze za Niemca. Jedna ścieżka jest asfaltowa, dwie pozostałe - wydeptane na dziko. Przeszłam ścieżką asfaltową, potem na drugą stronę ulicy - i za mną rozległ się trzask. Drzewo, które stało tam tyle, tyle lat, nagle runęło. Potem się okazało, że nie spadło na tę ścieżkę, którą przechodziłam; przewróciło się na drugą stronę.

To była jedna chwila, kiedy dotarło do mojej świadomości, w jakim niebezpieczeństwie znajdujemy się codziennie, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. W sumie to dobrze, że na co dzień nie myślimy o czyhających na nas rabusiach, mordercach, spróchniałych drzewach i doniczkach spadających z balkonów, bo byśmy szybko powariowali. Jednak nawet kiedy sobie uświadamiamy te wszystkie grożące nam tragedie, wypadki i przykrości, jest taki Jeden, który zapewnia nam ochronę.

Wznoszę swe oczy ku górom, *
skąd nadejść ma dla mnie pomoc?
Pomoc moja od Pana, *
który stworzył niebo i ziemię.
On nie pozwoli, by potknęła się twa noga, *
ani się nie zdrzemnie Ten, który ciebie strzeże.
Nie zdrzemnie się ani nie zaśnie *
Ten, który czuwa nad Izraelem.
Pan ciebie strzeże, †
jest cieniem nad tobą, *
stoi po twojej prawicy.
We dnie nie porazi cię słońce *
ani księżyc wśród nocy.
Pan cię uchroni od zła wszelkiego, *
ochroni twoją duszę.
Pan będzie czuwał †
nad twoim wyjściem i powrotem *
teraz i po wszystkie czasy.

Ps 121

niedziela, 25 lipca 2010

spacerujmy!

W ostatnim "Gościu Niedzielnym" trafiłam (za przyczyną mojej współodpowiedzialnej z duszpasterstwa) na artykuł, w którym opisana jest łódzka inicjatywa modlitwy-błogosławieństwa za miasto i jego mieszkańców. Chodzą sobie tacy niepozorni, nie wyróżniający się z tłumu ludzie z różańcami lub koronkami i modlą się. Za to, co widzą - za nowe inwestycje, za konkretnych ludzi, za jakieś grupy, za wszystko, co widzą. Polecam ten artykuł, bardzo ciekawy.

Idea ta bardzo nam się spodobała. Na tyle, że po krótkich konsultacjach postanowiłyśmy spróbować stworzyć coś podobnego we Wrocławiu. Oczywiście najpierw musimy wybadać, czy w ogóle będą ludzie, którzy się podejmą tego zadania. Tak czy siak, nie zaszkodzi się skontaktować z osobą, która koordynuje tę akcję w Łodzi, żeby dopytać o szczegóły. Właśnie to uczyniłam i zobaczymy, jakie będą efekty.

Jedynym, co mnie początkowo odstraszyło, był fakt, że w Łodzi zajmuje się tym wspólnota charyzmatyczna. Mam do nich ograniczone zaufanie. Ale, biorąc pod uwagę, że podczas tych spacerów modlą się Różańcem i Koronką do Bożego Miłosierdzia... chyba nie jest to inicjatywa przeznaczona tylko dla charyzmatyków.