Pierwsza w sezonie Droga Krzyżowa.
Pieśń Boska dobroci, omawiająca wszystkie stacje. I jej fragment, traktujący o drugim upadku Chrystusa.
Jezusowi memu na pół żywemu.
To nie było tak, że On sobie był żywy, a potem był martwy, a jeszcze potem zmartwychwstał. On w pewnym momencie był rzeczywiście na pół żywy z cierpienia, bólu, zmęczenia. Cała Jego ludzkość w tym właśnie znalazła wyraz.
My też jesteśmy Jego ludzkością. Albo przynajmniej powinniśmy do tego dążyć, aby być Jego. Więc może w tym samym powinniśmy znaleźć jakoś siebie?
luźne zapiski z dziedziny filozofii, teologii, duchowości. z własnych przemyśleń i doświadczeń, ale też z rzeczy usłyszanych, przeczytanych, oglądanych.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krzyż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krzyż. Pokaż wszystkie posty
piątek, 24 lutego 2012
środa, 12 października 2011
chluba
Dziś trochę ekshibicjonistycznie.
W moim pokoju na ścianie wisi krzyż, stylizowany na krzyż św. Damiana. Kontury postaci i innych obiektów wokół Chrystusa są złocone. Kiedy siedziałam ostatnio przed nim, światło padało na niego w taki sposób, że wszystkie te złocenia zamazywały sens i treść obrazów. W tym natłoku blasku tylko ciało Chrystusa dawało spokój, ciszę, jakąś ponadracjonalną pewność.
Pierwszy raz od... dawna.
Wniosek: trzeba doceniać, co się ma.
W moim pokoju na ścianie wisi krzyż, stylizowany na krzyż św. Damiana. Kontury postaci i innych obiektów wokół Chrystusa są złocone. Kiedy siedziałam ostatnio przed nim, światło padało na niego w taki sposób, że wszystkie te złocenia zamazywały sens i treść obrazów. W tym natłoku blasku tylko ciało Chrystusa dawało spokój, ciszę, jakąś ponadracjonalną pewność.
Pierwszy raz od... dawna.
Wniosek: trzeba doceniać, co się ma.
czwartek, 17 marca 2011
według Serca Twego
Ze świata, w którym ludzie się spieszą, samochody pędzą, deszcz leje tak, że prawie żaby lecą z nieba - do świata Boga. Przed Niego, żeby uklęknąć, usiąść, stanąć (chociaż najchętniej to położyć się krzyżem przed Nim albo w ogóle wziąć Go w ramiona i wszczepić w swoje serce). Taki biały, kruchy, cichy, pokorny, słaby i mizerny. Bezbronny, ale w inny sposób niż wtedy, na krzyżu. Taki, jaki stoi w kaplicy w monstrancji, nie oczekuje pomocy od innych dla Siebie. Raczej oczekuje, żeby tę pomoc dać wszystkim potrzebującym, którzy przed Nim staną.
Dwie nierozerwalne rzeczywistości oczekiwania.
Jezu najcierpliwszy - zmiłuj się nad nami!
Dwie nierozerwalne rzeczywistości oczekiwania.
Jezu najcierpliwszy - zmiłuj się nad nami!
niedziela, 21 listopada 2010
Wodzem i Królem
Obchodzimy dziś uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata.

Dzisiejsze czytania (2 Sm 5,1-3; Ps 122,1-2.4-5; Kol 1,12-20; Łk 23,35-43) niosą ze sobą trudną w rzeczywistości treść.
Pierwsze czytanie mówi o wyborze, jakiego dokonał lud Izraela wobec króla Dawida. Do Dawida przyszli przedstawiciele Izraela i najpierw się przed nim ukorzyli, a potem zawarli przymierze i namaścili go na swego króla. Sami przyznali, że robią to ze względu na słowa Pana Boga do Dawida o nim samym: Ty będziesz pasł mój lud, Izraela, i ty będziesz wodzem dla Izraela. Pismo prezentuje w tym fragmencie ściśle ziemski porządek wybierania władcy. Owszem, na skutek słowa Pana, ale jednak to ludzie wybrali Dawida na króla.
Psalm - jeden z moich ulubionych. Ucieszyłem się, gdy mi powiedziano: "Pójdziemy do domu Pana". Nie wiem, na ile trafna jest moja wizja, ale zawsze przy tych słowach wyobrażam sobie sytuację, w której psalmista jest biednym, smutnym, opuszczonym człowiekiem, do którego przychodzą ludzie z zamiarem podniesienia go na duchu - i stawiają go przed faktem: pójdziemy do domu Pana. I sama ta zapowiedź jest dla psalmisty źródłem radości - opadają z niego troski i zgnębienie. Wizja plastyczna, ale czy teologicznie poprawna - nie gwarantuję. Myślę, że w kontekście dzisiejszej uroczystości większe znaczenie mają jednak słowa o tronach domu Dawida. O co chodzi? O dziedziczenie władzy i powiązanych z nią przymiotów. Także o to, że - przenosząc ten psalm w płaszczyznę interpretacji chrześcijańskiej - w Świątyni, w domu Pana, jest miejsce Chrystusa - Króla.
Fragment Listu do Kolosan regularnie przewija się w Liturgii Godzin. Wskazuje na niebywałą godność Syna Bożego. On jest obrazem Boga niewidzialnego, Pierworodnym wobec każdego stworzenia, bo w Nim zostało wszystko stworzone: i to, co w niebiosach, i to, co na ziemi, byty widzialne i niewidzialne, czy Trony, czy Panowania, czy Zwierzchności, czy Władze. Wszystko przez Niego i dla Niego zostało stworzone. On jest przed wszystkim i wszystko w Nim ma istnienie. I On jest Głową Ciała, to jest Kościoła. Jak nieskończenie wielki jest Chrystus, skoro jest ponad Tronami, Zwierzchnościami, Władzami, ponad wszelkim stworzeniem! I, co równie ważne, Jego wielkość nie pochodzi z dziedziczenia tronu Dawida - Zechciał bowiem Bóg, by w Nim zamieszkała cała Pełnia, i aby przez Niego i dla Niego znów pojednać wszystko ze sobą. To Bóg Ojciec przez istotową jedność z Synem zapewnił Mu godność królewską. (Bardziej po ludzku: Jezus jest Królem, bo jest jedno z Ojcem, który Sam jest Królem).
I wreszcie Ewangelia. Wydawać się może dziwne, że kiedy mówimy o Jezusie Chrystusie jako Królu Wszechświata, zamiast obrazu wielkiego tryumfu Kościół podaje nam obraz pohańbienia Chrystusa. W kontekście pierwszego czytania jest to bardzo wymowne: napis To jest król żydowski dobitnie świadczy o sposobie, w jaki Żydzi i Rzymianie pojmowali słowa Chrystusa o Jego królowaniu. Żadnego porządku boskiego - sam się nazywasz królem w znaczeniu ziemskim, politycznym. Toż to uzurpator! Popatrz na historię, na swojego przodka, Dawida - on nie uzurpował sobie władzy nad Izraelem, Izrael sam do niego przyszedł i o to prosił. Kto Ciebie prosił o królowanie? Jednak przeznaczenie tego właśnie fragmentu na uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata odbieram także jako ważną naukę dla wszystkich katolików, dotyczącą krzyża Chrystusa. Przeglądając w nocy katolickie fora internetowe (patrz poprzednia notka) trafiłam na wątek, który mnie cokolwiek zaniepokoił. Trzeba jasno powiedzieć: Jezus Chrystus jest Królem i Zbawcą w jednym, a bez krzyża to drugie by się nie dokonało. Zbawienie jest udziałem tych, którzy na tego sponiewieranego, umęczonego, dramatycznie ludzkiego Chrystusa patrzą w porządku nie tylko ludzkim, ale i Boskim. Stąd Jezus mówi do dobrego łotra: aprawdę powiadam ci: Dziś ze Mną będziesz w raju.
A na temat samej uroczystości, którą dziś obchodzimy, polecam poczytać tutaj :)
Dzisiejsze czytania (2 Sm 5,1-3; Ps 122,1-2.4-5; Kol 1,12-20; Łk 23,35-43) niosą ze sobą trudną w rzeczywistości treść.
Pierwsze czytanie mówi o wyborze, jakiego dokonał lud Izraela wobec króla Dawida. Do Dawida przyszli przedstawiciele Izraela i najpierw się przed nim ukorzyli, a potem zawarli przymierze i namaścili go na swego króla. Sami przyznali, że robią to ze względu na słowa Pana Boga do Dawida o nim samym: Ty będziesz pasł mój lud, Izraela, i ty będziesz wodzem dla Izraela. Pismo prezentuje w tym fragmencie ściśle ziemski porządek wybierania władcy. Owszem, na skutek słowa Pana, ale jednak to ludzie wybrali Dawida na króla.
Psalm - jeden z moich ulubionych. Ucieszyłem się, gdy mi powiedziano: "Pójdziemy do domu Pana". Nie wiem, na ile trafna jest moja wizja, ale zawsze przy tych słowach wyobrażam sobie sytuację, w której psalmista jest biednym, smutnym, opuszczonym człowiekiem, do którego przychodzą ludzie z zamiarem podniesienia go na duchu - i stawiają go przed faktem: pójdziemy do domu Pana. I sama ta zapowiedź jest dla psalmisty źródłem radości - opadają z niego troski i zgnębienie. Wizja plastyczna, ale czy teologicznie poprawna - nie gwarantuję. Myślę, że w kontekście dzisiejszej uroczystości większe znaczenie mają jednak słowa o tronach domu Dawida. O co chodzi? O dziedziczenie władzy i powiązanych z nią przymiotów. Także o to, że - przenosząc ten psalm w płaszczyznę interpretacji chrześcijańskiej - w Świątyni, w domu Pana, jest miejsce Chrystusa - Króla.
Fragment Listu do Kolosan regularnie przewija się w Liturgii Godzin. Wskazuje na niebywałą godność Syna Bożego. On jest obrazem Boga niewidzialnego, Pierworodnym wobec każdego stworzenia, bo w Nim zostało wszystko stworzone: i to, co w niebiosach, i to, co na ziemi, byty widzialne i niewidzialne, czy Trony, czy Panowania, czy Zwierzchności, czy Władze. Wszystko przez Niego i dla Niego zostało stworzone. On jest przed wszystkim i wszystko w Nim ma istnienie. I On jest Głową Ciała, to jest Kościoła. Jak nieskończenie wielki jest Chrystus, skoro jest ponad Tronami, Zwierzchnościami, Władzami, ponad wszelkim stworzeniem! I, co równie ważne, Jego wielkość nie pochodzi z dziedziczenia tronu Dawida - Zechciał bowiem Bóg, by w Nim zamieszkała cała Pełnia, i aby przez Niego i dla Niego znów pojednać wszystko ze sobą. To Bóg Ojciec przez istotową jedność z Synem zapewnił Mu godność królewską. (Bardziej po ludzku: Jezus jest Królem, bo jest jedno z Ojcem, który Sam jest Królem).
I wreszcie Ewangelia. Wydawać się może dziwne, że kiedy mówimy o Jezusie Chrystusie jako Królu Wszechświata, zamiast obrazu wielkiego tryumfu Kościół podaje nam obraz pohańbienia Chrystusa. W kontekście pierwszego czytania jest to bardzo wymowne: napis To jest król żydowski dobitnie świadczy o sposobie, w jaki Żydzi i Rzymianie pojmowali słowa Chrystusa o Jego królowaniu. Żadnego porządku boskiego - sam się nazywasz królem w znaczeniu ziemskim, politycznym. Toż to uzurpator! Popatrz na historię, na swojego przodka, Dawida - on nie uzurpował sobie władzy nad Izraelem, Izrael sam do niego przyszedł i o to prosił. Kto Ciebie prosił o królowanie? Jednak przeznaczenie tego właśnie fragmentu na uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata odbieram także jako ważną naukę dla wszystkich katolików, dotyczącą krzyża Chrystusa. Przeglądając w nocy katolickie fora internetowe (patrz poprzednia notka) trafiłam na wątek, który mnie cokolwiek zaniepokoił. Trzeba jasno powiedzieć: Jezus Chrystus jest Królem i Zbawcą w jednym, a bez krzyża to drugie by się nie dokonało. Zbawienie jest udziałem tych, którzy na tego sponiewieranego, umęczonego, dramatycznie ludzkiego Chrystusa patrzą w porządku nie tylko ludzkim, ale i Boskim. Stąd Jezus mówi do dobrego łotra: aprawdę powiadam ci: Dziś ze Mną będziesz w raju.
A na temat samej uroczystości, którą dziś obchodzimy, polecam poczytać tutaj :)
piątek, 29 października 2010
... wiary ustrzegłem...
Czeka mnie trudnych kilka dni w miejscu, w którym bardzo ciężko przyznać się do bycia katolikiem. Katolikiem zaangażowanym i świadomym, ale jednak katolikiem. Ale. Dla niektórych desygnatem nazwy katolik jest babcia klepiąca różańce w kościele, głosująca na PiS i tak dalej. I lepiej, żeby się taka nie odzywała, bo cokolwiek powie, będzie źle.
Te dni będą trudne zwłaszcza dlatego, że pod pojęciem niektórych kryją się także moi bliscy. Najbliżsi, a w pewnym sensie najdalsi. Ewangelia wzywa mnie do bycia blisko nich mimo wszystko. Co zrobić, kiedy uciekają? Gonić, próbować złapać i zatrzymać?
To dziwne, że nie mam oporu zrobić znaku krzyża przed jedzeniem w barze mlecznym albo nawet na ulicy, jeśli jem w biegu kupioną drożdżówkę, a trudno mi to zrobić w domu, wśród rodziny. Piszę to nie z powodu jakichś ekshibicjonistycznych zapędów, ale raczej dlatego, że coraz częściej dostrzegam, do jakich paradoksów prowadzi stawianie sprawy wiary na ostrzu noża. Można tę sprawę tak traktować jedynie wtedy, kiedy naprawdę jest tego warta. A warta jest tego, wbrew pozorom, nie zawsze.
Pojawia się pytanie o granice kompromisu.
Pojawia się też pytanie o granice świadczenia.
Może te dwa pytania w ostateczności są jednym pytaniem o to samo.
Nastawajcie w porę i nie w porę.
Te dni będą trudne zwłaszcza dlatego, że pod pojęciem niektórych kryją się także moi bliscy. Najbliżsi, a w pewnym sensie najdalsi. Ewangelia wzywa mnie do bycia blisko nich mimo wszystko. Co zrobić, kiedy uciekają? Gonić, próbować złapać i zatrzymać?
To dziwne, że nie mam oporu zrobić znaku krzyża przed jedzeniem w barze mlecznym albo nawet na ulicy, jeśli jem w biegu kupioną drożdżówkę, a trudno mi to zrobić w domu, wśród rodziny. Piszę to nie z powodu jakichś ekshibicjonistycznych zapędów, ale raczej dlatego, że coraz częściej dostrzegam, do jakich paradoksów prowadzi stawianie sprawy wiary na ostrzu noża. Można tę sprawę tak traktować jedynie wtedy, kiedy naprawdę jest tego warta. A warta jest tego, wbrew pozorom, nie zawsze.
Pojawia się pytanie o granice kompromisu.
Pojawia się też pytanie o granice świadczenia.
Może te dwa pytania w ostateczności są jednym pytaniem o to samo.
Nastawajcie w porę i nie w porę.
wtorek, 14 września 2010
drzewo przenajszlachetniejsze
Święto Podwyższenia Krzyża Świętego. Refleksje własne o Krzyżu od tylu lat jeszcze nieuformowane. Dlatego też dzisiaj oddam głos świętemu Bonawenturze.
Na cześć Krzyża
Świętość Krzyża rozpamiętuj,
Któryś obrał drogę świętą,
Serce mu nakłaniaj.
Rozpamiętuj Krzyża dary,
W Krzyżu myślą toń bez miary,
Bez opamiętania.
Czy spoczywasz, czy pracujesz,
Lub się śmiejesz, lub frasujesz,
Ból czy radość w tobie.
W pożegnaniu czy w witaniu,
W wywyższaniu i w karaniu
Krzyża dzierż się w sobie.
Krzyż w wszelakiej przeciwności,
W uciśnieniu, w doli gorzkiej
Niezawodny lekarz.
Krzyż w dopustach kar i biczów
Zbożnej duszy jest słodyczą
I ucieczką człeka.
Krzyż jest bramą w raj zamknięty,
Której chór zawierzył świętych,
Zmógłszy wszystkie trudy.
Krzyż jest świata uleczeniem,
Dobroć Boża nad stworzeniem
Przezeń czyni cuda.
Krzyż-ci dusznym jest zbawieniem,
Prawdy blaskiem i jaśnieniem
I serca słodkością.
Krzyż żywotem wybawionych,
Skarbem udoskonalonych,
Chlubą i radością.
Krzyż zwierciadłem cnót skutecznym,
Prawdą, drogą chwały wiecznej,
Wierzących opoką.
Krzyż pociechą, chwałą, duszą
Tych, co w swe zbawienie tuszą
I onych tęsknotą.
Krzyż jest drzewo drzew wsławione,
Krwią Chrystusa poświęcone,
Owoc na nim tuczny.
Która dusza Go pożywa,
Między niebian wzięta bywa
Na niebieskie uczty.
Subskrybuj:
Posty (Atom)