Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katechizm Kościoła Katolickiego. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katechizm Kościoła Katolickiego. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 sierpnia 2013

jak to być mogło, że ona i on...

Zapoznawczo-rozpoznawcza wizyta u sąsiadki, starszej pani w stanie wdowieństwa. Od słowa do słowa, mówię o moim lubym. Że chłopak. To jeszcze nie mąż? Ano nie, chłopak. I, uprzedzając automatyczny wniosek, mówię, że ponieważ jeszcze nie mąż, to też jeszcze tu nie mieszka. Tylko wpada na obiady albo kolacje. Sąsiadka kiwa głową. Wolę nie myśleć, czy rozumie, co do niej powiedziałam. Od początku przygód z mieszkaniem ciągle ktoś mówi, że "my", że "nasze", że "u nas".

Jakieś to takie przykre jest. I to nawet nie dlatego, że już by się chciało "u nas" i tak dalej. Raczej dlatego, że całe społeczeństwo, nawet jego najstarsi członkowie, bezdyskusyjnie przyjmują mieszkanie ze sobą przed ślubem jako normę. No więc - nie. Na to będzie całe życie. Teraz każde sobie, dwa światy się tylko zazębiają. I niechby tak było wszędzie i zawsze...

czwartek, 21 lutego 2013

wszyscy jesteśmy heretykami

Natknęłam się właśnie na wywiad z profesorem Janem Hartmanem. Zasmucił mnie niepomiernie.

Ja rozumiem, że o chrześcijaństwie mówią nie tylko chrześcijanie, o katolicyzmie nie tylko katolicy. Rozumiem też, że jest to uprawnione, bo nie trzeba być ptakiem, żeby być ornitologiem. Nie rozumiem jednak, dlaczego człowiek, który nie ma zielonego pojęcia o doktrynie chrześcijańskiej, dogmatach, historii Kościoła, wypowiada się z taką stanowczością i pozorowaną znajomością tematu w sprawie, która tak naprawdę go nie dotyczy.

Jeśli człowiek z tytułem profesora wypowiada się publicznie, to mam chyba prawo oczekiwać, że ponad swoimi poglądami wykaże się pewną fundamentalną wiedzą. Na przykład nie powie, że rozróżnienie na dobro i zło, wyodrębnienie szatana, pochodzi z gnostycyzmu i nie występowało w jakimś pierwotnym chrześcijaństwie (czymkolwiek by ono było). Nie powie też, że 1 listopada obchodzimy święto przodków. Ani, że Maria i jej matka były dziewicami. Nie trzeba w to wierzyć, żeby mieć na ten temat wiedzę. To wszystko jest do przeczytania w ogólnodostępnych źródłach, nie jest to żadna wiedza tajemna. Człowiek z tytułem profesora powinien korzystać z ogólnodostępnych źródeł, skoro wypowiada się w temacie, który jest dla niego widocznie w jakiś sposób istotny.

A może ja po prostu za wiele wymagam?

środa, 13 kwietnia 2011

Komunii cud

Wczorajsze spotkanie SOWY, na którym w zasadzie nie powinno mnie być z racji stanu zdrowia (a jednak się dowlekłam), było bardzo owocne. Może nie powiedziałyśmy wszystkiego, co chciałyśmy (szczególnie ja), ale dla mnie owoc tego spotkania jest dużo większy i ważniejszy niż zrealizowanie celu.

Dzięki wypowiedzi jednej z uczestniczek dotarło do mnie mianowicie, że Chrystus Eucharystyczny działa także we mnie i w moim życiu. Że owoce Komunii, nazwane i opisane w Katechizmie Kościoła Katolickiego, nie są tylko pustymi sloganami. Że Komunia jest realna, chociaż nie trzeba jej doświadczać mistycznie. Owszem, byłoby fajnie, tak od razu widzieć i wiedzieć. Ale nawet jak nie ma tego och, to Jezus przemienia moje życie, zbliża mnie do Siebie, wiąże mnie ze Sobą coraz ściślej. Tak jak to ujęła owa dziewczyna: kiedy wychodzę z kościoła po Mszy, to Jezus trwa we mnie, gdy za każdym razem myślę sobie to jest dobre albo to jest złe. Niby takie proste, ale ileż się trzeba namęczyć, zanim przyjdzie zrozumienie tego faktu.

niedziela, 7 listopada 2010

...gdy zmartwychwstanę...

Dzisiejsze czytania (2 Mch 7,1-2.9-14; Ps 17,1.5-6.8.15; 2 Tes 2,16-3,5; Łk 20,27-38) dobitnie przypominają, że zmartwychwstanie jest faktem, że jest realne i że winniśmy na nie czekać. Co więcej, wypływa z tych słów także konieczność ciągłego nastawienia na zmartwychwstanie we wszystkim, co robimy. Dobrowolne oddanie się na mękę i śmierć, jak to opisano w Drugiej Księdze Machabejskiej, jest możliwe tylko wtedy, kiedy się wierzy, że śmierć nie jest najgorszą rzeczą, jaka człowieka może spotkać, i że prowadzi nie do pogorszenia, ale raczej polepszenia jego stanu.

Wiara w zmartwychwstanie nie może nie opierać się na wierze w Boga, który to zmartwychwstanie da, podobnie jak dał narodzenie. W tym kontekście znamienne są słowa psalmu: Wołam do Ciebie, bo Ty mnie, Boże, wysłuchasz. To nie dlatego Bóg mnie wysłucha, że do Niego wołam. Jego słuchanie jest pierwotne w stosunku do mojego wołania. On najpierw chce wysłuchać, zanim jeszcze zdążę otworzyć usta. Wierny jest Pan, który umocni was i ustrzeże od złego, jak pisze św. Paweł. Wierność Pana to właśnie ta nieustanna, pierwotna chęć wysłuchania.

W Ewangelii znowu o zmartwychwstaniu - o historycznym usankcjonowaniu wiary w to wydarzenie. W kontekście słów Jezusa o Mojżeszu i jego wyznaniu przypomina mi się piękne zdanie z Katechizmu Kościoła Katolickiego, że Jezus nie zstąpił do piekieł, by wyzwolić potępionych ani żeby zniszczyć piekło potępionych, ale by wyzwolić sprawiedliwych, którzy Go poprzedzili. Ta perykopa niesie też inne ważne przesłanie: że po zmartwychwstaniu wszystko będzie inaczej niż dotąd. Życie wieczne będzie radykalnie różne od naszego ziemskiego życia. Próby zrozumienia go w kategoriach czysto ludzkich muszą spalić na panewce. Zmartwychwstanie będzie więc rewolucją.

Tylko wielka wiara w Boga może pomóc przeżyć tę rewolucję. Inaczej nie ma wskrzeszenia do życia.

wtorek, 27 lipca 2010

optymizm?

W dzisiejszej Ewangelii (Mt 13, 36-43) Jezus wyjaśnia uczniom przypowieść o chwaście, którą słyszeliśmy podczas sobotniej Mszy świętej. Mówi, że dobrym nasieniem są synowie Królestwa, posiani przez Syna Człowieczego, a chwastem są synowie Złego; dalej, wyjaśnia, co się z nimi stanie przy końcu czasów.

Ta opozycja - synowie Królestwa a synowie Złego - jest opozycją między dobrym a złym. Uczciwie przyznam, że w trakcie kazania przychodziły mi do głowy różne koncepcje pochodzenia zła, które omawialiśmy na historii filozofii. Najpierw przypomniał mi się św. Augustyn z Hippony z jego teorią, że nie ma substancjalnego zła - zło jest jedynie brakiem dobra. Wynika to w prostej linii stąd, że wszystko, co stworzył Bóg, musi być dobre, tak jak Dobry jest sam Stwórca. Zły jest koń - podawał Augustyn - jeśli nie spełnia swojego przeznaczenia, np. jest za słaby, by uciągnąć wóz z kamieniami. Zło tego konia wynika jednak nie z natury tego konia, ale z jego cech akcydentalnych - znaczy to, że z natury koń jest dobry, a zły jest jedynie w konkretnej funkcji konia pociągowego. I tak dalej, i tak dalej.

Św. Augustyn to IV wiek po Chrystusie. Szesnaście wieków później w Europie powstaje książka, która również nasunęła mi się podczas kazania w kontekście problemu dobra i zła. "Mistrz i Małgorzata" Michaiła Bułhakowa. I cytat, który wrył mi się w pamięć podczas lektury:
(...) na co by się zdało twoje dobro, gdyby nie istniało zło, i jak by wyglądała ziemia, gdyby z niej zniknęły cienie?

Tak jak u Augustyna zło jest zależne od dobra - najpierw musi istnieć dobro, aby zło mogło w ogóle zaistnieć - tak u Bułhakowa to zło jest pierwotne i dopiero w odniesieniu do niego czy w powiązaniu z nim może ujawnić się dobro. (Zwróćmy uwagę na różnicę między istnieniem a ujawnieniem się).

Tematyka ta wiąże się z tym, co czytam akurat w Katechizmie Kościoła Katolickiego:

(...) Ważne jest nie tyle poznanie, kiedy i w jaki sposób wyłonił się materialnie kosmos, kiedy pojawił się w nim człowiek, co raczej odkrycie, jaki jest sens tego początku: czy rządzi nim przypadek, ślepe przeznaczenie, anonimowa konieczność czy też transcendentny, rozumny i dobry Byt, zwany Bogiem. A jeżeli świat wywodzi się z mądrości i dobroci Bożej, to dlaczego istnieje zło? Skąd pochodzi? Kto jest za nie odpowiedzialny? Czy można się od niego wyzwolić?
KKK 284


To miłe, że Kościół zauważa, że problem dręczący ludzkość od zarania dziejów - unde malum? (skąd zło?) - dręczy ją nadal. Całe pokolenia filozofów, myślicieli, pisarzy, naukowców próbowały dojść do jednoznacznej i ostatecznej odpowiedzi na to pytanie.

Wizja św. Augustyna jest pociągająca - pozwala patrzeć na świat poniekąd przez różowe okulary, być optymistą aż do granic nieprzyzwoitości. Ale czy rzeczywiście nie ma substancjalnego zła? Czy istnienie Szatana nie wskazuje na to, że nawet jeśli zło nie było substancjalne na początku, to uzyskało substancję w buncie upadłych aniołów? A może Szatan jest tylko personifikacją zła, ale nie jego ucieleśnieniem ani substancją? Teza Augustyna i tutaj znajdzie zastosowanie - i Szatana, jako anioła, stworzył Bóg. Zatem natura Szatana musi być dobra. Złem jest to, że Szatan nie dopasował się do swojej roli u Boga i zbuntował się. Podjął złą decyzję, bo w jego decyzji zabrakło pamięci o Bogu i Jego dobru. Czyni źle, bo jego uczynki, namawianie do grzechu, sprzeciwiają się dobru Boga. Jednak sam Szatan, jego osoba, jego istota, jest z natury dobra, bo stworzona przez Boga. Czyż to nie huraoptymizm?

Uznawanie, za Augustynem, dobra wszystkiego, co stworzone, jest nieadekwatne dla naszych czasów. Obecnie mamy przecież tyle rzeczy, które zostały wykonane przez człowieka dzięki temu, co wcześniej Pan Bóg raczył stworzyć! Tabletki wczesnoporonne (pozwolę sobie na radykalny przykład) skonstruował człowiek, a nie Bóg. Wprawdzie użył do tego wszystkiego, co Pan Bóg mu dał: rozumu, zdolności, materiałów, ale trudno powiedzieć, żeby był to bezpośredni wytwór Pana Boga. Jeśli jednak, jakimś pokrętnym sposobem, uznać tabletkę wczesnoporonną za rzecz stworzoną przez Niego, to nie można powiedzieć, że jest zła - czy chcemy, czy nie, dobrze spełnia swoją rolę, więc w świetle nauki św. Augustyna jest dobra. Złą tabletką wczesnoporonną byłaby w tym przypadku taka, która nie doprowadzi do poronienia. Jak powiedziałam, przykład jest radykalny, ale zastosowałam go tutaj, aby wskazać, że chociaż wizja Augustyna jest rzeczywiście miła dla oka, to jednak trzeba się nią posługiwać ostrożnie. Zwłaszcza, że często ulega wypaczeniom - mam na myśli właśnie te "pokrętne sposoby", jakimi uznaje się rzeczy zbudowane przez człowieka za dzieła samego Boga.