Księga Tobiasza.
Anioł Rafał. Anioł. który ukrywa swoją tożsamość. Anioł, który działa pod przykryciem. Anioł, który daje się poznać dopiero po spełnieniu swojej misji.
Ciekawe, ilu takich aniołów spotkałam w swoim życiu. Ciekawe, ilu z nich nie dałam objawić ich tożsamości. Ciekawe, ilu z nich objawiło swoją tożsamość, ale ja tego nie zrozumiałam.
Tak czy siak, za wszystkich aniołów zesłanych przez Boga w moje życie - dziękuję.
Bądź uwielbiony, Boże,
wszelkim czystym uwielbieniem!
Niech Cię wielbią po wszystkie wieki.
Bądź uwielbiony, ponieważ mnie ucieszyłeś
i nie stało się, jak przypuszczałem.
Postąpiłeś z nami
według wielkiego Twego miłosierdzia.
Tb 8, 15-16
luźne zapiski z dziedziny filozofii, teologii, duchowości. z własnych przemyśleń i doświadczeń, ale też z rzeczy usłyszanych, przeczytanych, oglądanych.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą błogosławieństwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą błogosławieństwo. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 14 lipca 2015
poniedziałek, 8 czerwca 2015
dorastanie
Internetowa dyskusja nad katolickim wychowaniem dzieci. Jak to zazwyczaj w takich przypadkach bywa, najwięcej do powiedzenia mają ci, którzy z katolickim wychowaniem mają nie za wiele wspólnego. Pada argument, że do sakramentów (w kontekście Pierwszej Komunii Świętej) trzeba dorosnąć.
Pierwszy raz w życiu dotarło do mnie i na serio mnie ucieszyło, że nikt mi nie kazał do czegokolwiek dorastać, że nikt mnie nie zostawił w moim życiu wiary na pastwę mojego dojrzewania. Jak wielkie to błogosławieństwo, że moi rodzice po prostu posłali mnie do tej Pierwszej Komunii, że była przy nas babcia, która zadbała o nauczenie mnie zachowania się w kościele. Jak wielkie to błogosławieństwo, że chodziłam na katechezę w szkole, bo bez tego pewnie nie wróciłabym do praktykowania religii po moim małym-wielkim buncie.
Zastanawiam się, w jaki sposób można dorosnąć do jakiegokolwiek sakramentu. Mam wrażenie, że osoby wysuwające taki argument totalnie nie rozumieją, o czym mówią. Sakramentu nie da się zrozumieć. Można ogarnąć rozumem ryt sakramentu, można pewne rzeczy ponazywać, ale tak czy siak, niezależnie od wieku i dojrzałości, odbijemy się prędzej czy później od bandy, zwanej tajemnicą. Dzięki Bogu, zachował On swe tajemnice przed mądrymi, a objawił je prostaczkom. Nie trzeba dorastać do sakramentu, dobrze jest dorastać dzięki sakramentowi.
Pierwszy raz w życiu dotarło do mnie i na serio mnie ucieszyło, że nikt mi nie kazał do czegokolwiek dorastać, że nikt mnie nie zostawił w moim życiu wiary na pastwę mojego dojrzewania. Jak wielkie to błogosławieństwo, że moi rodzice po prostu posłali mnie do tej Pierwszej Komunii, że była przy nas babcia, która zadbała o nauczenie mnie zachowania się w kościele. Jak wielkie to błogosławieństwo, że chodziłam na katechezę w szkole, bo bez tego pewnie nie wróciłabym do praktykowania religii po moim małym-wielkim buncie.
Zastanawiam się, w jaki sposób można dorosnąć do jakiegokolwiek sakramentu. Mam wrażenie, że osoby wysuwające taki argument totalnie nie rozumieją, o czym mówią. Sakramentu nie da się zrozumieć. Można ogarnąć rozumem ryt sakramentu, można pewne rzeczy ponazywać, ale tak czy siak, niezależnie od wieku i dojrzałości, odbijemy się prędzej czy później od bandy, zwanej tajemnicą. Dzięki Bogu, zachował On swe tajemnice przed mądrymi, a objawił je prostaczkom. Nie trzeba dorastać do sakramentu, dobrze jest dorastać dzięki sakramentowi.
czwartek, 14 marca 2013
chwalcie Pana
Jedyne, co pomyślałam, kiedy wczoraj wieczorem z radością w sercach oglądaliśmy program na żywo po wyborze nowego biskupa Rzymu, to: Chwała Panu!
Niech będzie Mu chwała za ustanowienie Kościoła, jednego, świętego, powszechnego i apostolskiego. Niech będzie Mu chwała za prowadzenie tego Kościoła rękami kolejnych papieży. Niech będzie Mu chwała za tych wszystkich papieży, którzy już odeszli - do wiecznej chwały albo na emeryturę. Wreszcie niech będzie Mu chwała za nowego papieża, Franciszka, którego wybrało konklawe, wiedzione - oby tak było naprawdę! - mocą i mądrością Ducha Świętego.
Chwała Panu!
Niech będzie Mu chwała za ustanowienie Kościoła, jednego, świętego, powszechnego i apostolskiego. Niech będzie Mu chwała za prowadzenie tego Kościoła rękami kolejnych papieży. Niech będzie Mu chwała za tych wszystkich papieży, którzy już odeszli - do wiecznej chwały albo na emeryturę. Wreszcie niech będzie Mu chwała za nowego papieża, Franciszka, którego wybrało konklawe, wiedzione - oby tak było naprawdę! - mocą i mądrością Ducha Świętego.
Chwała Panu!
wtorek, 19 lutego 2013
zabiera strach
Krótka wyprawa w góry. Śnieg, śnieg, śnieg. Idziemy szczytem. Śnieg, śnieg, mgła. Mgła, towarzysząca nam właściwie od samego dołu, teraz nabiera nowej gęstości. W zasadzie nie można odróżnić bieli śniegu od bieli mgły. Idziemy jakby zawieszeni w próżni, tylko śnieg pod nogami przypomina, że jest jakaś granica tej bieli. Idziemy w zasadzie każde sobie, bo wiatr, wzmagający się coraz bardziej, skutecznie uniemożliwia rozmowę. Punktem odniesienia są tylko tyczki wbite wzdłuż szlaku. Idziemy.
Pierwsza myśl jak błyskawica. Zaraz zacznie się jakaś potworna zamieć. Kiedy zaczynaliśmy drogę, wszystko było w porządku, ale wiadomo, w górach wszystko się może nagle zmienić. Wiatr się wzmaga. Jakiś samonakręcający się strach ściska mnie za gardło.
Druga myśl jak wysoka ściana. Panie Boże, przecież jesteś. Nie pozwolisz, żeby nam włos z głowy spadł. W Tobie nasza nadzieja. W Twoich rękach wszystko. I my, i ten szlak, i ten śnieg, i ten wiatr. Rób co chcesz, byle po Twojemu.
Zakończenie tej wędrówki nie jest jakoś spektakularnie cudowne. Wiatr nie ucichł, mgła nie rozstąpiła się przed nami, śnieg nie stopił się od Boskiego powiewu. Dotarliśmy w tych samych warunkach do punktu, z którego już dość stroma droga w dół prowadziła nas do schroniska. Im niżej, tym mgła była rzadsza, ale nie miało to chyba wiele wspólnego z ponadnaturalną Bożą ingerencją. Słońce, które ostatecznie prawie się przebiło przez mgłę i chmury (a, jak wiadomo, prawie robi wielką różnicę), też raczej nie.
A jednak jakoś Pan Bóg szedł z nami przez cały ten czas, odkąd Mu się przypomniałam :) Jezus mówi ci, że miłość ta zabiera strach, zabiera strach, zabiera strach... - tym razem chyba wręcz dosłownie :)
Pierwsza myśl jak błyskawica. Zaraz zacznie się jakaś potworna zamieć. Kiedy zaczynaliśmy drogę, wszystko było w porządku, ale wiadomo, w górach wszystko się może nagle zmienić. Wiatr się wzmaga. Jakiś samonakręcający się strach ściska mnie za gardło.
Druga myśl jak wysoka ściana. Panie Boże, przecież jesteś. Nie pozwolisz, żeby nam włos z głowy spadł. W Tobie nasza nadzieja. W Twoich rękach wszystko. I my, i ten szlak, i ten śnieg, i ten wiatr. Rób co chcesz, byle po Twojemu.
Zakończenie tej wędrówki nie jest jakoś spektakularnie cudowne. Wiatr nie ucichł, mgła nie rozstąpiła się przed nami, śnieg nie stopił się od Boskiego powiewu. Dotarliśmy w tych samych warunkach do punktu, z którego już dość stroma droga w dół prowadziła nas do schroniska. Im niżej, tym mgła była rzadsza, ale nie miało to chyba wiele wspólnego z ponadnaturalną Bożą ingerencją. Słońce, które ostatecznie prawie się przebiło przez mgłę i chmury (a, jak wiadomo, prawie robi wielką różnicę), też raczej nie.
A jednak jakoś Pan Bóg szedł z nami przez cały ten czas, odkąd Mu się przypomniałam :) Jezus mówi ci, że miłość ta zabiera strach, zabiera strach, zabiera strach... - tym razem chyba wręcz dosłownie :)
wtorek, 25 grudnia 2012
na szczęście, na zdrowie
Drodzy Czytelnicy :)
Boże Narodzenie już się wydarzyło, Jezus przyszedł! Z tej okazji życzę Wam wszystkim wiele Jego błogosławieństwa, które z czasem Was przemieni. Życzę Wam otwartości na to błogosławieństwo i gotowości na przemianę, na koniec świata. Życzę Wam na te najbliższe dni miłości do siebie i do bliźnich, żeby te święta były choć trochę świąteczne. Na te dalsze dni, całego nadchodzącego roku i jeszcze później, całego życia, życzę Wam odwagi i nadziei płynących z wiary w Jednorodzonego Syna Bożego. Niech On Was umacnia każdego dnia od nowa, żebyście mieli siłę podnosić się z każdego upadku i wspinać się na coraz wyższe góry.
I jeszcze... tak na koniec, chociaż to chyba najważniejsze... życzę Wam zbawienia. Życzę Wam z całego serca, byście kiedyś - prędzej lub później - mogli oglądać Jego oblicze i cieszyć się Jego chwałą.
Maranatha!
Boże Narodzenie już się wydarzyło, Jezus przyszedł! Z tej okazji życzę Wam wszystkim wiele Jego błogosławieństwa, które z czasem Was przemieni. Życzę Wam otwartości na to błogosławieństwo i gotowości na przemianę, na koniec świata. Życzę Wam na te najbliższe dni miłości do siebie i do bliźnich, żeby te święta były choć trochę świąteczne. Na te dalsze dni, całego nadchodzącego roku i jeszcze później, całego życia, życzę Wam odwagi i nadziei płynących z wiary w Jednorodzonego Syna Bożego. Niech On Was umacnia każdego dnia od nowa, żebyście mieli siłę podnosić się z każdego upadku i wspinać się na coraz wyższe góry.
I jeszcze... tak na koniec, chociaż to chyba najważniejsze... życzę Wam zbawienia. Życzę Wam z całego serca, byście kiedyś - prędzej lub później - mogli oglądać Jego oblicze i cieszyć się Jego chwałą.
Maranatha!
niedziela, 10 kwietnia 2011
był pewien chory
Dziś spośród czytań tylko o Ewangelii (J 11,1-45), bo długa, a niosąca wiele skojarzeń.
Skojarzenie pierwsze: różnymi drogami przychodzi do nas i objawia się chwała Boża. O ile piękno, dobro i szczęście są jakimiś takimi oczywistymi jej przejawami, o tyle cierpienie, smutek, śmierć - raczej odciągają od myślenia o Bogu niż ku niemu prowadzą. Przynajmniej w spojrzeniu czysto ludzkim.
Skojarzenie drugie: chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć - czy łatwo było to powiedzieć? Czy może Tomasz zwany Didymos pomyślał tak: idziemy z naszym Mistrzem, który już tyle razy okazywał swą potęgę, więc czemu miałby nie zrobić tego ponownie - zwłaszcza że sam to obiecuje? Na ile troska o Boga jest jedynie przykrywką dla naszej troski o samych siebie?
Skojarzenie trzecie: powtarzające się zdanie oskarżenia - Panie, gdybyś tu był... - jakże musiało boleć Chrystusa, który przecież miłował Martę, Marię i Łazarza.
Skojarzenie czwarte: płacz Jezusa przygotowuje nas na to, że na Krzyżu będzie umierał jako człowiek. Będzie czuł ból, gorąco, będzie pragnął, będzie tak do granic ludzki.
Skojarzenie piąte: Jezus przed wywołaniem Łazarza z grobu błogosławi Ojca, dziękuje Mu. Jakoś zapowiada to misterium Jego własnego cierpienia, śmierci i zmartwychwstania, przed którymi też błogosławił, dziękował Ojcu.
Skojarzenie pierwsze: różnymi drogami przychodzi do nas i objawia się chwała Boża. O ile piękno, dobro i szczęście są jakimiś takimi oczywistymi jej przejawami, o tyle cierpienie, smutek, śmierć - raczej odciągają od myślenia o Bogu niż ku niemu prowadzą. Przynajmniej w spojrzeniu czysto ludzkim.
Skojarzenie drugie: chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć - czy łatwo było to powiedzieć? Czy może Tomasz zwany Didymos pomyślał tak: idziemy z naszym Mistrzem, który już tyle razy okazywał swą potęgę, więc czemu miałby nie zrobić tego ponownie - zwłaszcza że sam to obiecuje? Na ile troska o Boga jest jedynie przykrywką dla naszej troski o samych siebie?
Skojarzenie trzecie: powtarzające się zdanie oskarżenia - Panie, gdybyś tu był... - jakże musiało boleć Chrystusa, który przecież miłował Martę, Marię i Łazarza.
Skojarzenie czwarte: płacz Jezusa przygotowuje nas na to, że na Krzyżu będzie umierał jako człowiek. Będzie czuł ból, gorąco, będzie pragnął, będzie tak do granic ludzki.
Skojarzenie piąte: Jezus przed wywołaniem Łazarza z grobu błogosławi Ojca, dziękuje Mu. Jakoś zapowiada to misterium Jego własnego cierpienia, śmierci i zmartwychwstania, przed którymi też błogosławił, dziękował Ojcu.
wtorek, 22 lutego 2011
duchem z Duchem
Niesamowite, kiedy widzi się człowieka dobrze przygotowanego na swoją śmierć. Taki spokój, który wszystko wygładza i wyjaśnia. Szczera rozmowa o Panu Bogu i o Jego miejscu w naszym życiu. Jak wiele może zmienić oddanie swego cierpienia właśnie Jemu! Moja babcia, o której we wrześniu pisałam, że ma już dość życia i że przykro tego słuchać, teraz prosi o modlitwę w intencji szczęśliwej śmierci i z uśmiechem mówi, że ma za kogo ofiarować te cierpienia, dlatego jest jej lżej.
Wielkie, piękne świadectwo.
Na pożegnanie powiedziała mi: Niech cię Bóg błogosławi. Przypomniało mi się błogosławieństwo z Księgi Liczb. Niech cię Pan błogosławi i strzeże. Niech Pan rozpromieni oblicze Swe nad tobą, niech cię obdarzy Swą łaską. Niech zwróci ku tobie oblicze Swoje i niech cię obdarzy pokojem (Lb 6,24-26). Myślę sobie, że może to ostatnie pożegnanie, które babcia do mnie skierowała; nie mogę tego wiedzieć, ale jeśli tak jest, to właśnie tak powinno ono wyglądać.
Wielkie, piękne świadectwo.
Na pożegnanie powiedziała mi: Niech cię Bóg błogosławi. Przypomniało mi się błogosławieństwo z Księgi Liczb. Niech cię Pan błogosławi i strzeże. Niech Pan rozpromieni oblicze Swe nad tobą, niech cię obdarzy Swą łaską. Niech zwróci ku tobie oblicze Swoje i niech cię obdarzy pokojem (Lb 6,24-26). Myślę sobie, że może to ostatnie pożegnanie, które babcia do mnie skierowała; nie mogę tego wiedzieć, ale jeśli tak jest, to właśnie tak powinno ono wyglądać.
środa, 22 września 2010
proszę
Znowu się zachwycam. Liturgią Godzin. Z czytania dzisiejszej jutrzni:
Szczególnie to ważne teraz, kiedy spotkamy się w Krosinku na wyjeździe odpowiedzialnych. Uwielbianie Pana Boga będzie szczególnie trudne w chwilach zażartych dyskusji, a jestem pewna, że takich będzie wiele. A jednak - w każdej chwili. Proszenie z kolei będzie teraz jeszcze łatwiejsze niż zwykle. Ale znów - w każdej chwili. Dobrze więc.
Proszę o modlitwę za Ojca Marcina, naszego duszpasterza, za Szefów i za Odpowiedzialnych DOMINIKA. Teraz szczególnie nam się to przyda.
W każdej chwili uwielbiaj Pana Boga i proś Go, aby drogi twoje były proste i aby doszły do skutku wszystkie twoje zamiary i pragnienia.
Tb 4, 19
Szczególnie to ważne teraz, kiedy spotkamy się w Krosinku na wyjeździe odpowiedzialnych. Uwielbianie Pana Boga będzie szczególnie trudne w chwilach zażartych dyskusji, a jestem pewna, że takich będzie wiele. A jednak - w każdej chwili. Proszenie z kolei będzie teraz jeszcze łatwiejsze niż zwykle. Ale znów - w każdej chwili. Dobrze więc.
Proszę o modlitwę za Ojca Marcina, naszego duszpasterza, za Szefów i za Odpowiedzialnych DOMINIKA. Teraz szczególnie nam się to przyda.
sobota, 4 września 2010
błogosławieni
Kolejna podróż pociągiem. Chciałoby się czytać podręcznik z estetyki (no dobra, nie chciało się, ale trzeba było), a tu obok siedzi grupka młodzieży, która gada, śmieje się, pije piwo jedno za drugim i absolutnie nie pozwala się skupić. Nawet na oglądaniu pejzażu za oknem, kiedy już się zrezygnuje z czytania. Pociągowa refleksja z tej podróży: jak trudno jest błogosławić Pana Boga za takich współpasażerów, ale za to jak potem jest lżej na sercu i jak ich zachowanie przestaje być aż tak irytujące :)
niedziela, 25 lipca 2010
spacerujmy!
W ostatnim "Gościu Niedzielnym" trafiłam (za przyczyną mojej współodpowiedzialnej z duszpasterstwa) na artykuł, w którym opisana jest łódzka inicjatywa modlitwy-błogosławieństwa za miasto i jego mieszkańców. Chodzą sobie tacy niepozorni, nie wyróżniający się z tłumu ludzie z różańcami lub koronkami i modlą się. Za to, co widzą - za nowe inwestycje, za konkretnych ludzi, za jakieś grupy, za wszystko, co widzą. Polecam ten artykuł, bardzo ciekawy.
Idea ta bardzo nam się spodobała. Na tyle, że po krótkich konsultacjach postanowiłyśmy spróbować stworzyć coś podobnego we Wrocławiu. Oczywiście najpierw musimy wybadać, czy w ogóle będą ludzie, którzy się podejmą tego zadania. Tak czy siak, nie zaszkodzi się skontaktować z osobą, która koordynuje tę akcję w Łodzi, żeby dopytać o szczegóły. Właśnie to uczyniłam i zobaczymy, jakie będą efekty.
Jedynym, co mnie początkowo odstraszyło, był fakt, że w Łodzi zajmuje się tym wspólnota charyzmatyczna. Mam do nich ograniczone zaufanie. Ale, biorąc pod uwagę, że podczas tych spacerów modlą się Różańcem i Koronką do Bożego Miłosierdzia... chyba nie jest to inicjatywa przeznaczona tylko dla charyzmatyków.
Idea ta bardzo nam się spodobała. Na tyle, że po krótkich konsultacjach postanowiłyśmy spróbować stworzyć coś podobnego we Wrocławiu. Oczywiście najpierw musimy wybadać, czy w ogóle będą ludzie, którzy się podejmą tego zadania. Tak czy siak, nie zaszkodzi się skontaktować z osobą, która koordynuje tę akcję w Łodzi, żeby dopytać o szczegóły. Właśnie to uczyniłam i zobaczymy, jakie będą efekty.
Jedynym, co mnie początkowo odstraszyło, był fakt, że w Łodzi zajmuje się tym wspólnota charyzmatyczna. Mam do nich ograniczone zaufanie. Ale, biorąc pod uwagę, że podczas tych spacerów modlą się Różańcem i Koronką do Bożego Miłosierdzia... chyba nie jest to inicjatywa przeznaczona tylko dla charyzmatyków.
Subskrybuj:
Posty (Atom)