Pokazywanie postów oznaczonych etykietą encyklika. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą encyklika. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 października 2011

najwyższym dobrem

Świeżo skończona lektura Ut unum sint, encykliki o ekumenizmie Jana Pawła II, została cudownie skomentowana przez Pismo święte. Bowiem zaraz po przeczytaniu ostatnich zdań natknęłam się w Drugim Liście do Koryntian na takie słowa:
Jeżeli ktoś jest przekonany, że należy do Chrystusa, niechże znów weźmie sobie pod rozwagę i to, że my również, podobnie jak on, jesteśmy Chrystusowi.
(2 Kor 10,7)


W tym wszystkim chodzi właśnie o to, żeby mieć przed oczami Chrystusa, zawsze na pierwszym miejscu. To On jest tu najważniejszy, a nie nasze przestrzeganie praw. W końcu On sam nas od Prawa uwolnił, sam je wypełnił.

Bo to, że w Kościele katolickim istnieje pełnia środków zbawienia, a w innych wspólnotach tylko jej cząstki, nie znaczy, że owe inne wspólnoty należy tępić. Raczej z miłością pomagać im dojść do owej pełni - do Kościoła, jednego, świętego, katolickiego i apostolskiego.

Błogosławię Pana, który dał mi rozsądek,
bo serce napomina mnie nawet nocą.
Zawsze stawiam sobie Pana przed oczy,
On jest po mojej prawicy, nic mną nie zachwieje
.

(Ps 16,7-8)

środa, 30 marca 2011

akcja-reakcja

Jarmark zakończył się sukcesem. Dzięki wszystkim, którzy przy nim pracowali, a przede wszystkim dzięki tym, którzy przyszli i korzystali z dobrodziejstw, sowicie za nie płacąc. Udało nam się zebrać 12 tysięcy złotych! Dzieciaki z Nowej będą miały wspaniałe wakacje, no i pewnie remont też się uda. Dziękuję w imieniu swoim, organizatorów i tych dzieci, którym pomogliśmy.

To nie był łatwy czas. Trudna była też Msza święta w niedzielę, kiedy wyrwałam się z Jarmarku tylko na tę godzinę. Nie mogłam wysiedzieć i zamiast myśleć o Panu Bogu, myślałam o tym, co się dzieje na moim stoisku, co trzeba zrobić, jak to organizować dalej. Pozostaje jedynie nadzieja, że Pan Bóg zna intencje i dlatego nie będzie zbyt surowy za to zupełne rozbicie.

Wczoraj na spotkaniu SOWY gościliśmy biskupa Andrzeja Siemieniewskiego, który mówił nam o sakramencie bierzmowania (w ramach cyklu spotkań o sakramentach). Wspominał o tym, że kiedy jego bratanek w Stanach Zjednoczonych przygotowywał się do bierzmowania w wieku 16 lat, musiał oprócz spełnienia innych warunków wylegitymować się konkretną liczbą odbytych godzin wolontariatu. Biskup mówił - a ja się z tym zgadzam - że to bardzo dobry pomysł, żeby młodego człowieka (i człowieka w ogóle), który ma pogłębić swoją relację z Bogiem, uczulać na obecność i potrzeby drugiego człowieka. Żeby ten sakrament miał przedłużenie w odnajdywaniu Boga w ludziach. Myślę sobie, że może trzeba by wprowadzić coś takiego także u nas. Wielu młodych angażuje się w różnego rodzaju wolontariaty, ale chodzi o to, że jako chrześcijanie (i to już dojrzali, jak sami często podkreślają) mają wręcz obowiązek świadczyć dzieła miłosierdzia. Znowu wraca encyklika Deus caritas est.

poniedziałek, 13 grudnia 2010

znów cisza

Jarmark minął, zwieńczony tradycyjnym sukcesem :) Trzy dni wytężonej pracy - w tym wczorajszy najcięższy. Z perspektywą pomocy potrzebującym. A potrzebujące kręciły się po klasztorze, wystawiały jakieś przedstawienie, prezentowały przygotowane układy taneczne. Dostały ciepły obiad - kto wie, dla niektórych może pierwszy i ostatni w tym tygodniu.

Szczególnie przemawia podczas Jarmarku idea caritas jako jednego z trzech filarów działalności Kościoła katolickiego (Benedykt XVI, Deus caritas est). Właśnie tego filaru, który przychodzi nam zbudować i utrzymać najłatwiej. Trzeba go budować mocnym, pewnym, wytrzymałym. Budujmy! Dziś każdy ma szansę zagrać choćby przez chwilę Boba Budowniczego. Na szczęście coraz więcej ludzi ma tego świadomość i pragnie tę możliwość wykorzystać. Niech każdy z nas stara się o to, co dla bliźniego dogodne - dla jego dobra, dla zbudowania (Rz 15,2-3).

Ale oprócz tej caritas przemawia do mnie podczas Jarmarku cisza. Konkretnie ta cisza, która towarzyszy sprzątaniu w niedzielę wieczorem. Oczywiście jest pełno hałasu - wynoszenia mebli, zbierania śmieci, tych wszystkich gospodarskich czynności, bez których nic by się nie dało zrobić. A jednak jakoś działa ta cisza, kiedy do nikogo się nie mówi poza wymienianiem wskazówek, zasięganiem informacji organizacyjnych. Dobrze czasem pomilczeć, nawet nosząc worki pełne ubrań, myjąc olbrzymie garnki, zmiatając podłogi czy cokolwiek. To w zasadzie też dla dobra bliźniego i dla zbudowania, bo gdyby się w takiej chwili odezwać, to by można nabluzgać przypadkiem. Albo się pokłócić.

I myślę sobie, że gdyby Pan Bóg nie chciał takiej ciszy, to by nam na nią nie pozwolił. I sam też by nie pozwalał Sobie na milczenie.

czwartek, 30 września 2010

aktywista

Z ciekawości sięgnęłam po jakieś informacje o patronie dzisiejszego dnia - św. Hieronimie. Doktor Kościoła. No niby wszystko fajnie. Mądry gość i tyle. Jednak niekoniecznie. Nie wystarczy być mądrym, żeby zasłużyć na takie miano. Trzeba jeszcze być tytanem pracy. Naprawdę. Św. Hieronim tyle, tyle zrobił, tyle przeczytał, napisał, tyle się przez całe życie uczył!

Jest patronem studentów. Całkiem słusznie. Żebyśmy sobie, nie daj Boże, nie myśleli, że licencjat czy magisterka, osiągnięte czasem przez łut szczęścia, wystarczą. Trzeba nadal pracować. Mieć tę swoją działeczkę, której uprawianie zajmie nam całe życie i dzięki której inni będą mogli sami się rozwijać. Dla św. Hieronima taką działeczką było Pismo święte. Przez 24 lata (382-406) przetłumaczył na łacinę całe Pismo święte. Jego przekład, tzw. Wulgata (co oznacza "powszechnie przyjmowane"), został przyjęty przez Sobór Trydencki jako tekst urzędowy. Trzeba i nam znaleźć to własne poletko. Dla mnie jest to szczególnie istotne zadanie, ale wchodzić dalej nie będę, bo byłoby to zbytnie obnażanie siebie. W każdym razie - myślę sobie, że jak czasem westchniemy do św. Hieronima o wstawiennictwo w naszych uczelnianych udrękach, to on uśmiechnie się (może z lekkim politowaniem) i pomodli się do Tego, którego tak bardzo umiłował.

Żeby nie było zbyt łatwo, św. Hieronim oprócz pracy intelektualnej podejmował jeszcze dzieła miłosierdzia (tytan pracy!). Nie wystarczy się zakopać w książkach, żeby ludziom te książki tłumaczyć. Trzeba jeszcze do nich wyjść, żeby w ogóle chcieli potem o tych książkach słuchać. Przypomina mi się znowu przesłanie papieża Benedykta XVI, zawarte w encyklice Deus caritas est. Nie ma zmiłuj, Kościół musi działać charytatywnie i każdy z nas, jako jego cząsteczki, też musi tak czynić. Niezależnie od ilości zadań w szkole, na uczelni, w pracy. To też ważne przesłanie dla studentów. U początku nowego roku akademickiego, kiedy rozliczne organizacje zapraszają do wsparcia ich działalności. Tak, tak, książki swoją drogą. A miłosierdzie swoją. I te dwie swoje mają się składać na jedną - moją, którą jest - albo będzie - Jezus Chrystus.

poniedziałek, 23 sierpnia 2010

... miłość nie jest już przykazaniem...

Najpierw powiedzieć muszę, że długa separacja od Pisma świętego działa destrukcyjnie i dostrzegam to po sobie. Nawet jeśli przez ostatnie tygodnie w ogóle bym do niego nie sięgnęła, sam fakt, że nie mogę tego zrobić, powoduje we mnie jakąś taką oklapłość. Rozstać się ze Słowem na krótko - to tylko pokazuje, jak bardzo tego Słowa potrzeba. Rozstać się z nim na dłużej - to ciężkie doświadczenie. Całe szczęście, że są jeszcze Msze święte i Liturgia Godzin.

Ostatnią lekturą, którą się zachwyciłam, jest encyklika Benedykta XVI Deus caritas est. Zafascynowała mnie i sprawiła, że nie od razu mogłam się zabrać za cokolwiek innego. W pierwszej jej części papież, jak sam zapowiada we wprowadzeniu, precyzuje "niektóre istotne dane na temat miłości, jaką Bóg, w tajemniczy i darmowy sposób ofiaruje człowiekowi, razem z wewnętrzną więzią tej miłość, z rzeczywistością miłości ludzkiej". W tej części ujęła mnie kwestia dwóch rodzajów miłości: eros i agape, niejako o historii tych dwóch pojęć w Piśmie świętym i o historii ich znaczenia, a także o tym, że chrześcijaństwo poniekąd nie może istnieć bez tej pierwszej, co oznacza, że nie może jej wyeliminować, jak chcą niektórzy. Natomiast druga część encykliki mówi o praktycznych aspektach miłości w Kościele, o dziele charytatywnym, o dziele miłości.

To właśnie druga część mocno mną wstrząsnęła, gdyż dobrze pamiętam słowa mojego niegdysiejszego duszpasterza, że Kościół nie jest instytucją charytatywną. Zostały one wypowiedziane w znaczeniu, jakoby ludzie nie powinni od Kościoła oczekiwać działań charytatywnych, bo Kościół jest od sprawowania Sakramentów, od modlitwy i ewangelizacji. Encyklika Deus caritas est staje na całkiem przeciwnym stanowisku:
Wewnętrzna natura Kościoła wyraża się w troistym zadaniu: głoszenie Słowa Bożego (kerygma-martyria), sprawowanie Sakramentów (leiturgia), posługa miłości (diaconia). Są to zadania ściśle ze sobą związane i nie mogą być od siebie oddzielone. Caritas nie jest dla Kościoła rodzajem opieki społecznej, którą można by powierzyć komu innemu, ale należy do jego natury, jest niezbywalnym wyrazem jego istoty. (tamże, 25a)


Tak stanowcze ujęcie tej sprawy świadczy o jej wielkiej wadze. W dalszych punktach Benedykt XVI mówi o specyficznym charakterze charytatywnej działalności Kościoła, o tym, jakie osoby powinny i mogą się do tej pracy zabierać oraz w jaki sposób to czynić. W tym kontekście - jak zaznacza papież - szczególnej mocy nabiera Hymn o Miłości z 1 Kor 13:
Św. Paweł (...) naucza nas, że caritas jest zawsze czymś więcej, niż zwyczajną działalnością: "Gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic mi nie pomoże" (w.3). Hymn ten powinien być Magna Charta całej posługi kościelnej (...). (tamże, 34)


Encyklika ta, poprzez odniesienie najpierw do eros i agape, a potem do caritas, pięknie pokazuje jedność i jednolitość życia chrześcijańskiego, a także przypomina Kościołowi ścieżkę wytyczoną mu 2000 lat temu.

Jednakowoż, czytając ją, miałam również gorzką refleksję. Wiąże się ona z przytoczonym stanowiskiem mojego dawnego duszpasterza, dominikanina. Pomyślałam sobie bowiem, że pewnie nie on jeden próbuje przekazać ludziom, których ma pod swoją duszpasterską opieką, swoją własną wizję Pana Boga i Kościoła, nieraz diametralnie różną od oficjalnego stanowiska Kościoła. Zabolało mnie, że zostałam oszukana (słowa te padły już po ukazaniu się encykliki Deus caritas est), ale jeszcze mocniej zabolało, iż takie nieścisłości i samowolki burzą jedność Kościoła i mogą doprowadzić wielu ludzi - pojedynczych, ale razem tworzących całkiem sporą grupę - do fałszywych wniosków i zafałszowania wiary. Oby tylko dobry Bóg zechciał to wszystko prostować, a niepokornych?, niedouczonych?, ekscentrycznych?, kreatywnych?! kaznodziejów i duszpasterzy... nawracać na dobrą drogę, na Swoją drogę...